Strona główna Artykuły gościnne E-bike dla mamy: sposób na trening?

E-bike dla mamy: sposób na trening?

0
62
Rate this post

Poranny pośpiech, dziecko przypięte w foteliku, torba z zakupami w koszu. Podjazd pod przedszkole zawsze na najwyższym trybie wspomagania, bo inaczej brakuje sił, a potem jeszcze praca i powrót tą samą drogą. Wieczorem pojawia się myśl, że to trochę oszustwo, bo prawdziwy trening to bieżnia albo zajęcia, a nie jazda z silnikiem. Zanim uwierzysz w tę myśl, sprawdź, co ten silnik naprawdę robi, a czego nie.

Fotelik na bagażniku, wspomaganie na turbo i wyrzuty sumienia

Rower elektryczny w Polsce podlega jasnym zasadom. Silnik o mocy do 250 W wspomaga pedałowanie tylko do prędkości 25 km/h, a powyżej tej granicy jedziesz wyłącznie siłą własnych nóg. Bez pedałowania rower nie ruszy z miejsca, bo to nie skuter ani motorower. Wspomaganie zmniejsza opór, szczególnie przy ruszaniu i na wzniesieniach, ale nie zdejmuje pracy z mięśni, a tryby od eco po turbo regulują jedynie stopień tej pomocy.

Kiedy ustawiasz wspomaganie na najwyższy poziom, masz wrażenie lekkości, ale nadal wykonujesz ruch. Pracują twoje łydki, pośladki i uda i utrzymujesz równowagę z dodatkowym ciężarem za plecami. Dziecko i zakupy ważą swoje, a każdy postój na światłach wymaga ponownego rozpędzenia tej masy z miejsca. Silnik pomaga w tym rozpędzaniu, ale nogi robią resztę.

Tętno nie wie, że masz silnik

Jazda na e-bike’u to wysiłek o umiarkowanej intensywności. Oddech przyspiesza bardziej niż podczas spaceru, ale wciąż możesz swobodnie rozmawiać. Tętno jest niższe niż na zwykłym rowerze przy ostrym podjeździe, jednak sama jazda trwa dłużej i zdarza się częściej, bo przestaje być męcząca. Znika też wymówka, że dziś nie masz siły, skoro wsiadasz i jedziesz nawet wtedy, gdy czujesz zmęczenie po nieprzespanej nocy.

Dla organizmu po ciąży albo po dłuższej przerwie regularność znaczy więcej niż intensywność pojedynczego wysiłku. Codzienne trzydzieści do czterdziestu minut w siodle po kilku tygodniach przekłada się na wyraźnie łatwiejsze podjazdy, bo mięśnie przyzwyczajają się do pracy, a układ oddechowy adaptuje się stopniowo. Dojazd z dzieckiem do przedszkola i z powrotem jest więc treningiem, tylko rozłożonym na dwie krótkie porcje w ciągu dnia.

Miasto, park czy las: rower dobiera się do trasy, nie do mody

Do jazdy po asfalcie i utwardzonych ścieżkach wystarczy rower miejski albo trekkingowy. Prosta pozycja za kierownicą, bagażnik przystosowany do fotelika i stabilna rama sprawdzają się w codziennych dojazdach, kiedy najważniejsza jest wygoda i bezpieczeństwo dziecka.

Jeśli jednak planujesz weekendowe wypady do lasu, na szutry i ścieżki z korzeniami, potrzebujesz innego sprzętu, czyli damskiego elektrycznego roweru górskiego. Jego geometria jest zaprojektowana pod kobiecą sylwetkę: rura górna jest krótsza o co najmniej 10 mm w tym samym rozmiarze ramy, co daje krótszy zasięg do kierownicy i wygodniejszą pozycję. Podstawowy test to stand-over, bo stojąc nad ramą powinnaś mieć kilka centymetrów luzu między kroczem a rurą. Damskie siodło robi różnicę dopiero na dłuższej trasie, ale wtedy robi ją wyraźnie. Przy wzroście od 158 do 172 cm damska geometria sprawdza się najlepiej, a w przedziale 173-180 cm trzeba przymierzyć obie wersje i porównać odczucia.

Silniki środkowe dają naturalne wsparcie, a baterie o pojemności 625-750 Wh wystarczają na kilkugodzinne wycieczki. Lekkie modele ważą około 18 kg, a pełnozawieszone damskie e-MTB startują od około 17,5 tys. zł, więc to wydatek na lata, nie spontaniczny zakup. Jak dobrać rower elektryczny MTB damski do wzrostu i terenu, rozpisano w przewodniku serwisu rowerowego, z porównaniem modeli i rozmiarów.

Jak z dojazdów zrobić trening, nie rezygnując ze wspomagania

Pierwsze dwa tygodnie po prostu wsiadaj na rower codziennie, bez zmiany nawyków i bez analizowania trybów, bo organizm potrzebuje czasu, żeby przyzwyczaić się do regularnego ruchu. W tym czasie buduje się rutyna, a to ona decyduje, czy za trzy miesiące rower nadal będzie stał przy drzwiach, czy w piwnicy.

Od trzeciego tygodnia wprowadź jedną zmianę: raz w tygodniu przejedź cały dojazd na najniższym trybie wspomagania. Płaskie odcinki pokonuj z wyłączonym silnikiem, a podjazdy o jeden tryb niżej niż zwykle. Kadencja ma tu znaczenie, bo lżejszy bieg i szybsze obroty korby męczą mniej niż dociskanie na twardym przełożeniu, a kolana są za to wdzięczne.

W weekendy zrób jedną dłuższą jazdę bez dziecka: czterdzieści pięć do sześćdziesięciu minut na trybie eco, spokojnym tempem, dla przyjemności. Kask zakładasz zawsze, dla siebie i dla dziecka, a fotelik musi być dopasowany do wagi i wzrostu małego pasażera, z mocowaniami sprawdzanymi regularnie. Po dwóch miesiącach ten sam podjazd pod przedszkole pokonasz na niższym trybie, ze spokojniejszym oddechem i mocniejszymi nogami, choć silnik nie dostał ani wata więcej.